DSC01147-kopia (1)

Nasz synek zaraz po urodzeniu, nie potrzebował zbyt wiele do szczęścia. Wystarczyło go nakarmić i przewinąć, aby zrelaksowany zapadł w twardy sen. Z dumą opowiadałam bliskim, że mam dziecko, które potrafi samo się wyciszyć i zasnąć. W drugim tygodniu życia, gdy okresy czuwania Liama się wydłużyły, a przerwa między karmieniem a snem stała się dłuższa, to coraz bardziej, nasz syn miał problem z zaśnięciem. Ratowaliśmy się śpiewaniem kołysanek i usypianiem go na rękach. Mój mąż po trzech takich nocach wyglądał jak zombie, gdyż to jemu przypadło w udziale noszenie naszego synka, który ważył już prawie cztery kilogramy. Zasypiając, ciągle w głowie słyszałam kołysankę „Na Wojtusia z popielnika…” – innej na tamtym etapie nie znaliśmy. W trzecim tygodniu sytuacja się pogorszyła, bo nasze noszenie, śpiewanie i tulenie nie przynosiło oczekiwanych efektów. Przypomniałam sobie wtedy historię znajomego, który opowiadał, że żeby uśpić swoją córeczkę musiał posiłkować się suszarką. Z pomocą przyszła mi aplikacja na smartfona oferująca różnego rodzaju dźwięki do usypiania dzieci. Dźwięk włączonej pralki, szum wody czy odgłos włączonego silnika w samochodzie. Tam odnaleźliśmy zbawienny dla nas dźwięk zwany poetycko „białym szumem”. Liam od razu pokochał ten dźwięk i gdy już myśleliśmy, że nauczyliśmy go samodzielnego zasypiania z roztaczającym się dźwiękiem suszarki, nasza pociecha zatęskniła za noszeniem. Pamiętam jak w środku nocy zrozpaczona przeszukiwałam internet w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „jak uśpić trzytygodniowe dziecko?” Na jednym z forów dla zdruzgotanych rodziców takich jak my, znalazłam wypowiedź mamy, która pisała o  magicznej metodzie usypiania noworodków, zwaną 5S. Zapoznałam się z nią czym prędzej i w euforii czytałam mężowi każdy krok, który ma wykonać, by sprawdzić, czy na naszego synka to podziała. Sen przyszedł po 20 minutach, a z każdą kolejną nocą skracaliśmy dystans i czasem zdarzało się, że udawało nam się go uśpić po 5 minutach od rozpoczęcia pierwszego kroku.

Tylko pięć kroków dzieli Was i Wasze dziecko do spokojnego snu. 

Metoda 5S została opracowana przez doświadczonego pediatrę dra. Harveya Karpa, a następnie opisana w jego książce pod tytułem „Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy”. Podstawą metody Karpa jest więc, mówiąc najprościej, odtworzenie dziecku jego naturalnego środowiska – jedynego jakie dotychczas zna: prenatalnego. Można to uczynić za pomocą pięciu prostych kroków. Ważne jest by wykonać wszystkie kroki w sekwencji, bo jeśli pominiemy któryś z nich, bądź zrobimy go źle to dziecko będzie płakać jeszcze głośniej, a my będziemy zmuszeni wrócić do punktu wyjścia. Nie zawsze będzie idealnie, czasem maluszek po otuleniu będzie się denerwował tak mocno, że trzeba zabieg przerwać, wyciszyć szkraba i zacząć od nowa. Najważniejsze to nie poddawajcie się! Ta metoda działa, a na dodatek w późniejszym czasie dziecko owijane w otulacz będzie kojarzyło to ze snem i może się zdarzyć, że maluch nie dotrwa do ostatniego kroku, bo wcześniej będzie sobie już smacznie spał.

    1. Spowijanie – na początek ciasno owijamy dziecko w kocyk lub otulacz, tworząc swego rodzaju kokon. Chodzi o to, by rączki i nóżki były ściśle przywiedzione do tułowia, a z zawiniątka wyglądała jedynie główka. Ciasne otulenie dziecka to podstawa by wszystko się powiodło. Skrępowane rączki i nóżki nie powodują u dziecka dyskomfortu, a wręcz przeciwnie – przywołują wspomnienia znane z brzuszka mamy. Nadmierne, chaotyczne i niezamierzone ruchy, często uniemożliwiają dziecku zaśnięcie.
    2. Stabilna pozycja – dziecko powinno leżeć na brzuszku lub lekko na boku, by główka była skierowana nieco w dół. Maluszka w takiej pozycji można przytulić do siebie (tak jak w czasie przystawiania do piersi). Opierając się o rodzica brzuszkiem, niemowlę nie ma wrażenia, że spada – czuje się bezpieczniej i stabilniej.
    3. Szum – przypomina dźwięki, które dziecko słyszało przez dziewięć miesięcy ciąży: krążącą w organizmie matki krew. Można w tym celu „szumieć” do ucha dziecka bądź skorzystać z pomocy urządzeń takich, jak suszarka, wentylator czy odkurzacz. Można również znaleźć w internecie nagrania z „białym szumem”, bądź zaopatrzyć się w szumisia, o którym piszę tutaj.
    4. Skokołysanie – połączenie kołysania ze skakaniem. W brzuszku mamy maluszek wcale nie leżał bezczynnie, lecz ruszał się wraz z mamą. Stąd też dziecko znacznie szybciej się uspokoi, jeśli będziemy nim jednostajnie poruszać. Możemy to robić zarówno na stojąco, jak i na siedząco – jak nam wygodniej. Nam sprawdziła się piłka gimnastyczna, na której siedząc odbijaliśmy się w górę i w dół. Pamiętajmy jednak, by podczas takich podskoków przytrzymywać główkę dziecka.
    5. Ssanie – nieważne czy będzie to smoczek czy pierś. Najważniejszy jest bowiem sam odruch ssania, który działa na malucha uspokajająco. Ten etap uważam, że jest opcjonalny i zależy indywidualnie od potrzeb dziecka.

Bądźcie konsekwentni w wykonywaniu tej metody! Nawet jeśli będziecie musieli powtarzać kroki kilkakrotnie z pewnością późniejsze efekty będą zdumiewające dla Was i Waszego maluszka. Wbrew pozorom nie jest to innowacyjna metoda usypiania dzieci, gdyż zauważcie, że gdy próbujemy uspokoić płaczącego malca intuicyjnie, szepczemy „ciiiiiiiii”, kołyszemy, a ostatecznie proponujemy smoczek lub pierś. Dajcie koniecznie znać jak u Was ta metoda się sprawdziła i czy może macie jakieś inne cudowne sposoby na sen dla niemowlaka!

4 thoughts on “Jak uspokoić płaczące dziecko? Zastosuj metodę 5S

  1. Moja Malwa ma teraz już prawie trzy lata, ale jej pierwsze tygodnie pamiętam bardzo dokładnie. Jest bardzo nietypowym dzieckiem, już w szpitalu nam to powiedzieli. Na przykład od urodzenia nie znosiła opatulania. Bardzo się cieszyłam, że nie kupiłam rożka! Spowinięcie nawet w lekki, szpitalny becik kończyło się takim krzykiem, że położne z całego oddziału się zlatywały 😉 Musiała być po prostu przykryta, żeby mogła machać nówkami i rączkami. W późniejszym czasie zbawienny okazał się śpiworek (na spore dziecko, żeby znów miała miejsce do ruchu), bo ciągle się odkrywała. Smoczka też nigdy nie chciała nawet do buzi wziąć, butelka odpowiadała tylko jedna (Tommy Tippe). W uspokajaniu i zasypianiu pomagała pieluszka tetrowa (co najśmieszniejsza, to jest pielucha po mnie, czyli wiekowa), do dziś śpi z nią i ją tuli (prania dokonuję szybciutko susząc, żeby znów można było się tulić).

  2. U mnie podobnie. Hania lubila i nadal lubi swobode 🙂 spiworek niezastapiony. Dzwieku suszarki sie bala i do tej pory jak susze wlosy jest nieufna a szum morza z yt tez nie przypadl jej do gustu. Za to kawalek „smoke on the water” pink floyd uspokoi placz za kazdym razem 🙂 czesto ratuje nas w podrozy 🙂 hehe kazde dziecko jest inne :))

    1. Niesamowite, bo u nas suszarka też jest złem (do tej pory!), a jeszcze w brzuchu uspokajała się kiedy słuchałam AC/DC 😉 do dziś woli rockowe kawałki niż misiowe podśpiewanki (wyjątkiem jest Mam tę Moooc!)

      1. Dziękuję serdecznie za komentarze. U nas spowijanie sprawdziło się tylko na 2 miesiące. Teraz synek jest na innej metodzie, oczywiście będzie o tym wpis. Szumiś nadal jest przez nas uwielbiany. Koniecznie muszę wypróbować utworów Pink Floyd 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *